niedziela, 8 maja 2016

5 powodów, dla których "Deadpool" mnie rozczarował.

O co cała ta wielka draka?

Facet wkurza się o pokiereszowaną japę i nawet mógłbym to zrozumieć, gdyby nie fakt... że to cholernie niska cena wyleczenie z raka. Zresztą wygląda nie gorzej niż niejedna ofiara pożaru, a na pewno nie tak strasznie, by ukrywać się przez cały film przed ukochaną w obawie, że ta... się go wystraszy? No serio, można to było lepiej rozegrać.

Humor wulgarny, chamski, a nawet błyskotliwy, ale...

Wtórny. Deadpool przez większość czasu zachowuje się jak Cartman z South Parku, no taki Cartman z supermocami. Jak pszczółka z kwiatka na kwiatek tak on przeskakuje od jednego żarciku do drugiego. Problem w tym, że dostajemy towar drugiego sortu - nic czego wcześniej byśmy nie widzieli. Współczesne komedie (szczególnie te niższych lotów) obfitują w taki właśnie humor, który mnie osobiście bawi coraz mniej, bo ile można się chichrać z puszczania bąków i masturbacji. To było śmieszne właśnie w pierwszych latach South Parku czy American Pie.

Na domiar złego wygląda to tak jakby cała ta zgrywa miała być silą napędową filmu, podczas gdy dramat i akcja będące osią fabuły stają się jakby tłem dla coraz to kolejnych okazji Reynoldsa do dowcipkowania.

W gruncie rzeczy nudnawy.

Deadpoola dobrze się ogląda, ale na drugi dzień po seansie niewiele z niego zostaje w pamięci. Dlaczego tak jest? Ano, przez pół filmu poznajemy w retrospekcjach historię Wade'a nim stał się mścicielem własnej krzywdy. Jest przedstawiona nawet ciekawie, ale jeśli spojrzeć na to z perspektywy całości to wystarczyłaby parominutowa wzmianka, a resztę czasu można było oszczędzić na akcję. Tym bardziej, że fabuła nie wypada zbyt imponująco: rozgoryczony typ szuka oprawcy, na którym chce się zemścić, a w tle dramat miłosny. Jestem twórcom wdzięczny, że nie zapędzili się w ratowanie ludzkości, ale i tak szczypta fantazji by nie zaszkodziła. A biorąc pod uwagę, że żadne specjalne trudności nie stają mu na drodze to z supermocami nadzwyczaj łatwo realizuje swój cel.

Przesadzony z braku pomysłu.

A może odwrotnie, może to te wszystkie ozdobniki nie zostawiły już miejsca na ciekawą intrygę. Bo o ile ten humor mógł być nieco bardziej wyrafinowany i umiejętniej wpleciony w akcję, to już miejsca dla X-menów tu nie widzę. Wyglądają tu jakby umieszczono ich na siłę tylko dlatego, że była taka możliwość, a koniec końców za wiele nie wnoszą (ino finałowa bójka dłużej trwa i dochodzi więcej fajerwerków). Pojawiają się też inne odniesienia do kultury masowej, nie tak jaskrawe, ale bardziej łopatologicznie podane, bo postacie wspominają o nich otwarcie w rozmowie (bohaterowie z innych filmów i nazwiska wcielających się w nich aktorów, czy napomknienie o wcześniejszej roli Reynoldsa). Bronią się jedynie krwawe sceny, których zawsze mi brakuje w tego typu filmach, a przecież wydają się nieodłączne dla takich awantur. Szkoda tylko, że i cała ta brutalność sprawia wrażenie jakby miała rekompensować inne niedostatki.

Koniec końców czuję się oszukany.

Kampania promocyjna zwiastowała kino superbohaterów nowego rodzaju, zamiast ugrzecznionej wersji dla nastolatków jak cała reszta Avengersów i Spider-manów. Miało być wreszcie krwawo, wulgarnie, ale i ciekawie. Pomyślałem, że może wreszcie i dla mnie znajdzie się tu miejscu, bo do tej pory z tego rodzaju filmów jedynie Strażnicy Snydera przypadli mi do gustu, właśnie dzięki temu, że zrobieni w inny sposób. Niestety Deadpool okazał się typową marvelowską adaptacją okraszoną jedynie paroma elementami dla dorosłych.


6 komentarzy:

  1. No i znowu muszę się zgodzić. Czytałem różne pozytywne opinie i aż się zaciekawiłem, choć filmy u superbohaterach średnio mnie kręcą. No i szału nie było, zatem cieszę się, że ktoś myśli podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie przydałby się kiedyś jakiś "inny" film o superbohaterach. Wspomniałem w tekście o "Strażnikach" Snydera i myślę, że gdyby wyłączyć z nich samą postać Rorschacha, albo Komedianta i zrobić im własny film to by mógł być przełom.
      A wokół "Deadpoola" świetnie zadziałała cała machina marketingowa.

      Usuń
  2. Zgadzam się. Mnie "Deadpool" summa summarum się podobał, ale też się zawiodłam - zachwyty zdecydowanie przesadzone. Ot, taka sobie niewymagająca komedyjka okraszona odrobiną akcji, można obejrzeć, żeby odmóżdzyć się na chwilę i kilkakrotnie zachichotać, ale nic wybitnego tu nie ma.
    Dużo gorzej ma się "Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów". Pojawiły się głosy, że to najlepszy film Marvela, przez co straciłam odrobinę wiary w ludzkość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie oglądałem "Wojny bohaterów", ale może z ciekawości się kiedyś skuszę. Chociaż trudno mi sobie wyobrazić, by było to coś więcej niż garść fajerwerków i może kilka zabawnych tekstów Downey Jr.
      Inna sprawa, że ta formuła musi się w końcu wypalić, o czym mówi się już od jakiegoś czasu i może wtedy dostaniemy nową jakość filmów o superbohaterach (albo może wróci moda na UFO, diabli wiedzą).

      Usuń
  3. Mi rówież nie podpadł do gustu Po prostu czarna rozpacz. Humor i polot na poziomie rynsztoka. Niech już w końcu powstanie ta sztuczna inteligencja i załatwi ludzkość, bo wstyd żyć. I nie mówcie, że jestem sztywniak, że nie mam dystansu do siebie, itp. Nie mam nic przeciwko komediom typu Naga broń, American Pie, czy Straszny film, ale są one arcydziełami w porównaniu z tym czymś. Dno, dno, dno.
    Ale to tylko moja opinia! :D


    -----------------------

    Zapraszam również do siebie zdjęcia z drona i filmy z lotu ptaka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, to najmocniejsza opinia z jaką się do tej pory spotkałem ;)

      Usuń